środa, 16 czerwca 2010

Marzenie nocy letniej

Perspektywa wakacji wcale nie jest tak odległa, jak mogłoby się wydawać. Biorąc pod uwagę długość tegorocznej sesji (od początku maja do pierwszego kwartału czerwca), egzamin licencjacki jest na wyciągnięcie ręki. A potem...
Oczami wyobraźni widzę je z oddali... lekko zamglone, tajemnicze... monumentalne. Wiosną ukwiecone, latem rozpromienione, jesienią połyskujące złotem, a zimą okryte białym puchem... Najpiękniejsze miejsce na ziemi. Góry.

Rano budzą mnie promienie słońca przebijające się leniwie przez szyby oraz dźwięk dzwonków zawieszonych do szyi białych, puchatych owieczek. I ta rześkość powietrza po otwarciu okien. I w końcu - ten krajobraz zielonych dolin przeplatanych wstęgami strumieni oraz ostrych, surowych szczytów. Wszystko to sprawia, że czas jakby stawał w miejscu i pozwalał cieszyć się chwilą "tu i teraz". Nawet wysiłek po całym dniu wędrowania jest przyjemniejszy. Góry. Moja oaza spokoju...

Nic lepiej nie odda moich uczuć odnośnie gór, jak ten oto, znaleziony przypadkiem, wiersz:

"Stajesz u podnóża, głowę podnosisz i wzdychasz.
Zaciągasz się rześkim
i krystalicznie czystym powietrzem.
Robisz pierwszy krok.
Krok pierwszej kropli potu. Idziesz...
Doszedłeś.
Podnosisz głowę do góry i szepczesz: dziękuję...
To jedyne miejsce na świecie
gdzie pochylasz głowę z dumą i siłą.
W niepowtarzalnej ciszy."





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz